Cieszę się, że zaczęłam od środkowego, największego drzewa, bo potem to już będzie tylko z górki, i to w obie strony:))

Jak widać, drzewko zyskało podstawę i jakieś pół korony, dzięki czemu przestało przypominać słup wysokiego napięcia:D
Podziwiam Was dziewczyny, za te motorki w igłach - ale dzięki temu czuję się bardziej zdopingowana.
Pięknie wygląda ten haft na lnie :) Taktykę obrałaś słuszną - ja zaczęłam od najmniejszych krzaczków i z lekkim niepokojem myślę o wielkich drzewach ze środka kniei...
OdpowiedzUsuńPięknie wychodzi, tak śnieżnie...
OdpowiedzUsuń